Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasto Kości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasto Kości. Pokaż wszystkie posty
Dary Anioła: Miasto kości - reż. Harald Zwart

Dary Anioła: Miasto kości - reż. Harald Zwart

Tytuł: Dary Anioła: Miasto Kości
Reżyseria: Harald Zwart
Scenariusz: Jessica Postigo
Na podstawie: Dary Anioła: Miasto Kości - Cassandra Clare
Zdjęcia:  Geir Hartly Andreassen
Kraj: USA, Niemcy
Gatunek: Dramat, Fantasy, Przygodowy
Premiera: 21 sierpnia (Polska) 12 sierpnia (Świat)
Fabuła filmu:Współczesny Nowy Jork. Zwyczajna na pozór nastolatka Clary Fray przypadkiem odkrywa, iż należy do niezwykłej kasty Nocnych Łowców, pół aniołów, którzy toczą odwieczną walkę w obronie naszego świata przed atakami demonów. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach znika matka dziewczyny. Clary przyłącza się do grupy Nocnych Łowców i wkracza do alternatywnego podziemnego świata, zamieszkałego przez wampiry, wilkołaki, wiedźmy, wróżki i demony. Obdarzona wyjątkowym darem dziewczyna będzie musiała stanąć do walki nie tylko o życie matki, ale o bezpieczeństwo ludzkiej rasy, która żyje w nieświadomości nadciągającego zagrożenia…


Od momentu pojawienia się informacji o powstaniu ekranizacji książki „Miasto Kości” może życie etapowo kręciło się wokół filmu. Cały czas jednak starałam się być na bieżąco co do nowych zdjęć z planu, jakichś informacji od Cassandry na temat całej produkcji. Na około miesiąc przed premierą zaczęłam myśleć tylko o filmie i obsadzie. Bardzo często oglądałam zapowiedzi, spoty telewizyjne. W końcu nadszedł dzień premiery. Musiałam odczekań dokładnie 6 dni, zanim pojechałam na film. Ale przyznam, że opłacało się czekanie.

Clary Fray (Lily Collins) jest młodą dziewczyną żyjącą na Brooklynie. Myśli, że jest normalną nastolatką z Nowego Jorku. Jednak pewnego dnia w klubie Pandemonium zdaje sobie sprawę, że pod przykrywką „normalnego” bezpiecznego życia kryje się coś więcej. Od Jace’a (Jamie Campbell Bower) dowiaduje się, że nie jest Przyziemną, czyli normalnym człowiekiem. W ciągu jednego dnia z młodej dziewczyny musi się stać Nocnym Łowcą, osobą, która poluje na demony i Podziemnych zadzierających z Prawem.



Jako głowny cel Clarissa stawia sobie odnalezienie swojej matki (Lena Headey) porwanej przez Valentine’a (Jonathan Rhyns Meyers). Są ze sobą silnie związane. Córka zrobi dla niej dosłownie wszystko. Niejednokrotnie w trakcie filmu ryzykowała życie w jej sprawie oraz dla swojego przyjaciela Simona (Robert Sheehan).  Robiła coś, na co większość nastolatków postawionych w jej sytuacji by nie dokonała. Aby uratować przyjaciela naraziła swoje życie oraz życie osoby, którą kocha najbardziej na świecie – Jace’a – który szaleńczo w niej zakochany nie pozwoliłby jej pójść samej do bandy głodnych wampirów.

Przed obejrzeniem filmu a już po zakupie biletu podeszłam do dużego monitora i zaczęłam oglądać zapowiedź Miasta Kości po raz kolejny na stronie Heliosa (bo to właśnie w tym kinie w Radomiu byłam). Wyszłam na zewnątrz i podziwiałam wielki plakt filmu i zatelefonowałma do przyjaciółki mówiąc jej, że to właśnie ten szczęśliwy dzień, kiedy obejrzę City Of Bones, coś na co obie czekałyśmy od dnia, kiedy dowiedziałyśmy się o ekranizacji. Ona jak to ona zdążyła zaspoilerować mi trochę film. Weszłam do środka i szybko rozłączyłąm się z nią, kiedy usłyszałam słowa „Zapraszam na Dary Anioła”. Na filmie musiałam się hamować, aby nie rozryczeć sie jak jakieś dziecko. Śmiałam się z osób, które siedziały koło mnie. Rzucałam sobie tekstami Jace’a w najmniej odpowiednim momencie. Na scenie w oranżerii spiorunowałam wzrokiem dwie dziesięciolatki obok mnie, które zaczęły się śmiać.



Ogólnie przez cały film starałam się nie popłakać. Emocje związane z tym, że to się dzieje teraz, że jestem na filmie, na który czekałam szmat czasu dawały o sobie znać. Połączyła się z nimi także frustracja, która kumulowała się we mnie przez kilka wcześniejszych dni. 

Czytałam wiele recenzji filmu. Większość w większym lub mniejszym stopniu krytykuje tą ekranizację. Zaliczają ją do filmów typu „Intruz”, którego jako ekranizację oceniłam naprawdę nisko, oraz do „Pięknych Istot” (nie czytałam, nie oglądałam). Ja osobiście uważam, że takie porównania są zbędne... Miasto Kości to naprawdę bardzo dobra ekranizacja. Oczywiście wiem, że nie ma niektórych scen, dialogi odbywają się z innymi osobami, ogólnie dużo zostało pozmieniane, ale film nadal trzyma poziom i pokazuje cały sens książki. Nie tak jak Intruz, który ukazuje praktycznie inną historię. Fakt, nie było wyspy Blackwella, gdzie kończyła się akcja książki i wszystko działo się w Instytucie,  Dorothea zginęła inaczej, nie było w jej domu Bramy (była w Instytucie), ale scenarzystce i reżyserowi udało się stworzyć produkcje, która z dużymi zmianami nie mota nam w głowie i pokazuje książkę na ekranie.


Irytują mnie także komentarze co do Jamie’go w roli głównej postaci męskiej – Jace’a. Wiele z was zarzucamy to, że nie jest przystojny jak książkowy odpowiednik tej postaci. Uważam jednak, że dyskryminowanie do z powodu innego wyobrażenia sobie tego bohatera jest wprost żałosne! Jamie wczuł się w swoją rolę, zagrał ją najlepiej jak potrafił. Jednak wielu osobom to nie wystarcza. Ludzie, tylko dołujecie tego przystrojnego i utalentowanego chłopaka, który NICZYM nie zasłużył sobie na taką wielką falę nienawiści co do jego osoby.

Skoro jesteśmy przy obsadzie to muszę napisać, że osoby od castingu spisały się świetnie. Każdy fenomenalnie wystąpił w swoje roli. Nie podoba mi się jednak, że filmowa Clarissa jest aż tak odważna.  W scenie z Kielichem, kiedy ojciec kazał jej wypić jego krew ona (w książce) stanęłaby jak wryta i czekałaby na interwencję Jace’a a w filmie poradziła sobie sama z tą sytuacją. Co do Valentina. W powieści nie skrzywdził on swoich dzieci rzucając nimi jak szmacianymi lalkami. Zadawał im cierpienie, ale psychiczne. Nie do końca fizyczne. Fakt, walczył z Jace’em, ale nie chciał go mocno skrzywdzić.



Jest także jedna postać, która mnie zaskoczyła porównując ją do powieściowego odpowiednika. Jak można się domyślić jest to Hodge. Na kilka dni przed udaniem się do kina ponownie zabrałam się za Miasto Kości w wersji papierowej. Dobrze pamiętam, że on nie mówił swojemu panu – Valentine’wowi – aby powiedział młodemu Waylandowi oraz Clarissie, że są rodzeństwem. Chciał tylko zdjęcia klątwy Clave. Gdy to się stało po prostu uciekł. Nie pomagał młodym Nocnym Łowcą. Kończę już z bohaterami. Do żadnego z aktorów nie mam zastrzeżeń.

Brakuje mi tutaj jak każdemu kilku scen. A jakich? Na przykład opowieści Waylanda, kiedy próbował uśpić Clary. Strzępy tego pojawiły się natomiast w scenie w oranżerii (ukochanej scenie mojej oraz mojej przyjaciółki, która wyciska mi łzy z oczu). Szkoda, że w Mieście Kości nie zapoznajemy się z postacią Raphaela Santiago – przywódcy klanu wampirów z Manhattanu. To on pomógł Clary i Jace’owi (bez Isabelle i Aleca) dostać się do Dumort. Brakuje mi Renwick zastąpionego przez Instytut. Brakuje mi rozmowy Clary i Luke’a przez telefon, wizyty brata Jeremiasza, a także upierdliwego kota – Chourcha.



Nie mogę jednak narzekać na brak akcji. Tutaj jest jej bardzo dużo, co sama uważam za plus. Choć niektórych może ona przerastać dla mnie jest ona odpowiednio rozwinięta. W książkach Cassandry dużo się dzieje a twórcy filmu skupili się na tym, aby najważniejsze wydarzenia zostały tutaj ukazane. 

Ogólnie film podobał mi się i ląduje na liście moich ulubieńców. Bardzo chętnie udałabym się na niego raz jeszcze, choćby tylko dlatego, aby popłakać sobie w kinie a nie skupiać się na czytaniu napisów (co dla mnie momentami było zbędne bo sama wszystko sobie tłumaczyłam). Bardzo, bardzo spodobała mi się ta ekranizacja. Choć niedociągnięcia mogły irytować to ja skupiłam się na obserwowaniu tego, czy aktorzy dobrze oddali swoje postaci. Wszystko w filmie jak i związane z nim bardzo mi się podoba. Mam tylko nadzieję, że w następnych częściach będziemy mieć trochę więcej książki niż tutaj. Jak dla mnie ekranizacja jest niesamowita!


Moja ocena: Arcydzieło!
Nie obchodzi mnie, jak inni oceniają ten film. Ja wierzę, że ta saga odniesie ogromny sukces w filmach!

 

Miasto Kości - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto Kości
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Tom: 1
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 512
Opis wydawnictwa: Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine'a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine'a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...



„Miasto Kości” to pierwszy tom serii „Dary Anioła” składającej się z dwóch trylogii. Napisała ją Cassandra Clare i po raz pierwszy została wydana w Polsce w roku 2010. Do tej pory ta część została wydana w trzech wersjach – każda z inną okładką. Obecnie można nabyć „Miasto Kości” z okładką polską, amerykańską oraz filmową. Jednak mniejsza o okładki. Pewnie ciekawi jesteście co sądzę o tej książce.

„Miasto Kości” to pierwszy tom opowieści o losach nastoletniej Clary Fray, pozornie przeciętnej mieszkanki Brooklynu. W Nowym Jorku wychowała ją matka Jocelyn wraz z jej przyjacielem Lukiem. Dziewczyna ma jednego przyjaciela – Simona – z którym spędza każdą wolną chwilę. Jej życie to sielanka. Największe zmartwienie jakie ją spotkało to szlaban na wyjścia. Żyje jak zwykła nastolatka. Do momentu wypadu do klubu Pandemonium. Tam za sprawą jednej osoby jej życie zmienia się całkowicie.

Cassandra w swojej powieści stworzyła dwa światy. Pierwszy z nich to ten, w którym żyjemy. Gdzie zwykli Przyziemni opowiadają historie na temat wampirów, wilkołaków... Każdy z nich nie ma Wzroku, czyli umiejętności widzenia Świata Cieni. Istnieją jednak tacy Przyziemni, którzy znają prawdę. Wiedzą o Nocnych Łowcach, rusałkach, wróżkach. Widzą demony. Ale nie dzielą się tą wiedzą. Dlaczego? Możliwe, że ludzie po prostu by ich wyśmiali. Ale z drugiej strony takie osoby chronią innych przed życiem w stresie. Równolegle do naszego świata istnieje Świat Cieni. Tylko osoby obdarzone Wzrokiem go dostrzegają. Żyją tam Nocni Łowcy – specjalna grupa ludzi wyszkolona do zabijania demonów oraz Podziemnych, którzy nie trzymają się zasad Porozumień. Wszystko to robią w celu ochronienia ludzkości.

  "Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym."

Cała książka jest pełna różnorodnych bohaterów. Mamy Aleca, który za wszelką cenę chroni swoją rodzinę. Isabell, która uwielbia uwodzić płeć przeciwną. Hodge’a, który dba o swoich uczniów, ale w głębi serca jest innym człowiekiem. Nie zapominajmy o czarowniku Magnusie, który wbrew pozorom znacznie pomaga Nefilim.

Mamy także Clarissę, dziewczynę w gorącej wodzie kąpana. Dzięki zbiegowi okoliczności znalazła się w klubie Pandemonium w czasie, kiedy miała Wzrok i znajdowali się tam Nocni Łowcy z Jace’em na czele. Jej największym minusem jest to, że najpierw działa a dopiero potem myśli. Jednak to wszystko rekompensuje  jej niezwykła moc tworzenia nowych run. Niepochodzących z Szarej Księgi, niezostawionych Nocnym Łowcą przez Anioła.

Nie zapominajmy o najważniejszej (moim zdaniem) postaci Jace’a Waylanda. Jest on nastoletnim Nocnym Łowcą, który zabił już więcej demonów niż ktokolwiek w jego wieku. Jest sarkastyczny i może irytoważ swoim zachowaniem i odzywkami, ale właśnie za to kochają go wszystkie (lub większość) fanki serii. Jest niesamowici przystojnym blondynem o oczach koloru złota i każda dziewczyna ogląda się za nim, jeśli nie nosi runy niewidzialności. Nikomu nie daje się zbliżyć do siebie. Jedynym wyjątkiem jest nasza niepozorna Clarissa.

"Sarkazm to ostatnia deska ratunku dla osób o upośledzonej wyobraźni." 
W „Mieście Kości” ciągle coś się dzieje. Na samym początku książki jest scena, w której Lightwoodowie i Wayland zabijają demona. Potem reszta akcji rozwija się stopniowo, ale ciągle coś nas szokuje. Ale nie dzieje się za dużo w jednym momencie. Muszę przyznać, że Cassandra bardzo dobrze potrafi budować napięcie w czytelniku, który spodziewa się innej reakcji załóżmy ze strony Aleca (scena przez izbą chorych). Cassandra na każdym kroku tłumaczy nowe pojęcia, zapoznaje czytelnika z wymyślonym przez nią światem, niesamowitym światem.

Całość książki kryje się za prostą, ale piękną okładką. Jak wiecie na niej znajduje się Jace (prawdopodobnie komputerowo przerobione zdjęcie Alexa Pettyfera widnieje na polskiej wersji). Całośc utrzymana jest w brązach i odcieniach złota, które kojarzą nam się z tym bohaterem. Napis zrobiony jest piękną czcionką, która zwraca uwagę czytelnika, ale nie odciąga uwagi od postaci.

„Miasto Kości” to tom pierwszy mojej ukochanej serii. Ma wszystko, co mi trzeba. Dynamiczna akcja, wątki romantyczne, różnorodne postaci. Nie wiem, co mogę napisać o tej książce, ponieważ nie będę obiektywna w mojej opinii. Powieść czyta się w niesamowicie szybkim tempie. U mnie przeznaczona jest na dwa, góra trzy wieczory. Jedynym minusem jest...  zachowane Jace’a. Tak, czasami mówił do Clary takie rzeczy, które mi wyciskały łzy z oczu. Jednak musze przenzać, że Cassandra Clare, moja ukochana pisarka, świetnie wykreowała tą postać. Widać, że poświęciła na niego wiele swojego czasu. I za to trzeba jej niezmiernie pogratulować. 

 Trzeba czegoś więcej niż ludzki krzyk, żeby obudzić zmarłych.


Komu poleciłabym ta książkę? Mogłabym napisać, że każdemu. Ale nie każdy polubi akurat taki typ powieści młodzieżowych. Dlatego piszę, że fani fantastyki, romansów i niesamowitych wymyślonych światów osadzonych w naszej szarej rzeczywistości znajdą tutaj coś dla siebie. Książkę czytałam już czwarty raz i nadal mam o niej takie samo zdanie i nadal przyznaję jej taką ocenę, którą dałam jej po pierwszym przeczytaniu.
 

Moja ocena: Arcydzieło

Recenzja na:
webook.pl
nakanapie.pl
lubimycztac.pl

Copyright © 2014 Chwila dla książki , Blogger