Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Królowa Zdrajców - Trudi Canavan

Królowa Zdrajców - Trudi Canavan

Tytuł: Królowa Zdrajców
Autor:  Trudi Canavan
Seria: Trylogia Zdrajcy
Tom: 3
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 608
Opis wydawnictwa: Wydarzenia w Sachace zmierzają do punktu kulminacyjnego, gdy Lorkin powraca po kilku miesiącach spędzonych wśród buntowników. Królowa Zdrajców powierza mu doniosłe zadanie wynegocjowania przymierza między jego ludem a Zdrajcami. Lorkin musi zostać budzącym postrach czarnym magiem, aby móc okiełznać potęgę całkowicie nowego rodzaju mocy wykorzystywanej do tworzenia klejnotów. Wiedza ta może przynieść zmiany w Gildii Magów lub sprawić, że Lorkin na zawsze pozostanie wygnańcem. Królowa Zdrajców to triumfalne zwieńczenie „Trylogii Zdrajcy” zapoczątkowanej przez Misję Ambasadora i rozwiniętej w tomie pod tytułem Łotr. 

"Królowa Zdrajców" to ostatnia książka, w której zapoznajemy się z przygodami magów z Kyraliańskiej Gildii Magów. Autorka zawarła w książce elementy romansu, szybką akcję i nieoczekiwane zwroty akcji. To wszystko sprawiło, że książka jest dla mnie naprawdę czymś interesującym.

Jak w poprzedniej części autorka rozwinęła kilka wątków. Lorkin - główny bohater całe trylogii Zdrajcy - w "Królowej Zdrajców" dołącza się do Zdrajców - organizacji sachakańskich czarnych magów, którzy chcą zdominować rządy Ashakich - także czarnych magów, którzy zezwalają na niewolnictwo, co nie podoba się Zdrajcom. Młody mag pragnie wrócić do domu, aby przekazać Gildii nowy rodzaj magii, mianowicie tworzenie kamieni z magicznymi właściwościami. Pragnie też, aby Gildia i Zdrajcy zawarli porozumienie, które pomoże obu krainom w kształceniu magów oraz w poznawaniu rodzajów magii nieznanych dla jednej, bądź drugiej strony. Kolejnym wątkiem, który mogę wymienić to przygody Lily - młodej magiczki, która nauczyła się Czarnej Magii - oraz Anyj - córki jednego z najbardziej wpływowych Złodziei w Imardinie - Cery'ego. Obie dziewczyny zaangażowały się w poszukiwania dzikiego maga Skellina, który tytułuje się królem półświatka Imardinu. Canavan w swojej powieści wzbogaciła także historię Ambasadora Dannyla. W trakcie czytania zapoznajemy się z historią plemiona Duna. Czytamy także o uczuciach Dannyla względem jednego z magów Sahaki i o ich związku emocjonalnym, który z dnia na dzień się umacnia. Ostatni rozwinięty wątek to Sonea. Zapoznajemy się z jej, co prawda skrywanymi głęboko w niej samej uczuciami, jednak zakończenie było bardzo proste do przewidzenia. Sonea wraz z Mistrzem Reginem udała się do Sachaki, aby zawrzeć przymierze z wcześniej wspomnianymi Zdrajcami.

"Królowa Zdrajców" to bardzo zaskakująca książka. Wiele zwrotów akcji i wiele nieprzewidzianych sytuacji wzbudziło we mnie mieszane uczucia. W niektórych momentach uśmiechałam się do książki, jednak końcówka, która jak wspomniałam wcześniej była do przewidzenia, sprawiła, że z jednej strony cieszyłam się szczęściem Sonei, jednak z drugiej strony wiele wzmianek o Akkarinie (który swoją drogą jest jednym z moich ulubionych bohaterów literackich) sprawiło, że miałam ochotę płakać. Muszę szczerze przyznać, że Trudi Canavan swoimi utworami potrafi w jednym momencie sprawić, że jestem uśmiechnięta w w kolejnym chce mi się płakać. Styl jej pisania przemawia do mnie i piszę to na podstawie przeczytania 6 książek jej autorstwa.

"Królową Zdrajców" oceniam bardzo dobrze. Książka czyta się szybko i przyjemnie, treść jest przejrzysta, nowe wątki są jasno wyjaśniane z rozdziału na rozdział. Fabuła nie jest ciężka, dobre czytatło na sen, jednak powieść wciąga. Moim zdaniem cały zarys obu trylogii i to, że książki tak wciągają jest największym plusem. Pewna jestem, że przeczytam całą serię jeszcze raz. Jest mi jednak smutno z powodu, że jest to koniec cyklu o Kyralii. Z chęcią poznałabym dalsze losy bohaterów (szczególnie Sonei) a z radości bym skakała, gdyby Trudi zdecydowała się napisać alternatywne zakończenie "Wielkiego Mistrza" i zbudowała zarys historii "Trylogii Zdrajcy", gdyby żył mój ukochany Akkarin. Serdecznie zachęcam was jednak do zapoznania się z całą serią.

Moja ocena: 10/10

Recenzja na:
NaKanapie
Lubimy Czytać
Webook
Łotr - Trudi Canavan

Łotr - Trudi Canavan


Tytuł: Łotr
Autor:  Trudi Canavan
Seria: Trylogia Zdrajcy
Tom:2
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 568
Opis wydawnictwa: Żyjąc wśród sachakańskich buntowników, Lorkin stara się dowiedzieć o nich i ich wyjątkowej magii jak najwięcej. Zdrajcy nie są jednak chętni, by podzielić się nią w zamian za wiedzę uzdrowicielską, którą tak desperacko pragną poznać. Choć Lorkin przypuszcza, że obawiają się ujawnić przed światem swoje istnienie, pojawiają się pewne przesłanki, że ich plany są bardziej ambitne. Sonea szuka dzikiego maga, mając świadomość, że Cery nie może w nieskończoność uciekać przed zamachami na swoje życie mag jednak ma znacznie większy wpływ na półświatek, niż się obawiała. Jego jedynym słabym punktem jest więziona w Strażnicy matka. W Sachace Dannyl utracił poważanie wśród elity, po tym jak pozwolił Lorkinowi dołączyć do Zdrajców. Uwaga ashakich natomiast skupia się na nowym Ambasadorze Elyne, którego Dannyl zna aż za dobrze. Tymczasem na Uniwersytecie dwie nowicjuszki przypominają magom Gildii, że czasami największy wróg kryje się wśród nich samych. 
 
"Łotr" to książka, której czytanie zaniechałam na kilka dni. Skupia się ona w głównej mierze na losach Lorkina w Azylu (miasto Zdrajców). Nasz bohater wzbudził skrajne emocje w Zdrajcach. Jedni chcą go zabić, natomiast drudzy lubią go i nie chcą, aby stała mu się krzywda. Kolejny ważny wątek to poszukiwanie Skellina - nowego Złodzieja z kraju Igra, który zna magię i przejął władzę w półświadku. Następnym ważnym elementem książki jest proces Lili i Naki - nowicjuszek, które wbrew przepisom Gildii nauczyły się czarnej magii.

Bardzo spodobało mi się, że autorka w "Łotrze" rozwinęła historię ludów sahakańskich. Dzięki Lorkinowi i jego pobycie w Azylu poznajemy Zdrajców. Bohater dzięki swojej postawie zyskuje przychylność Królowej i za uratowanie życia pewnego młodego mieszkańca miasta dostaje możliwość nauczenia się nowego rodzaju magii. Dannyl natomiast wraz z Ashakim Ahatim oraz Tayendem udaje się w podróż do plemion Duna, gdzie zapoznaje się z przekazami dotyczącymi tworzenia magicznych klejnotów. Dzięki jego badaniom poznajemy także najbardziej zbliżoną do prawdy historię kyraliańskiej Gildii Magów. Moimi ulubionymi wątkami są jednak te związane z Soneą. Darzę ją wielką sympatią. Cenię w niej jej empatię, którą darzy każdego. Podziwiam jej zachowanie względem Naki i postawę względem Dorriena oraz jego żony.

Bohaterowie "Łotra" zmieniają się na przestrzeni każdego rozdziału. Doskonałym przykładem jej Lilia, która początkowo udawała przeciętną dziewczynę, jednak uzależnienie od nilu (narkotyk, który się pali, ma podobne działanie jak marihuana) zmienia ją diametralnie. Lorkin także dorósł w trakcie pobytu w Azylu. Bohaterowie bazowej trylogii mają bardziej rozwinięte charaktery, widać, że dwadzieścia lat ich bardzo zmieniło.

Jedyne, co nie podoba mi się, to fakt, jak w ciągu dwudziestu lat zmienił się Imardin. Jednak jest to także plusem. Autorka pokazuje, że świat ciągle się zmienia a ludzie nie żyją przez całe życie jednym, niezmiennym torem. Ludzie wpływają na otoczenie, a ono zmienia się pod ich wpływami tak samo, jak dzieje się to w naszym świecie. No i oczywiście podoba mi się oswajanie czytelników z homoseksualizmem, co czyni autorka od czasów "Nowicjuszki". Tematy te nie są nachalne, jednak oswajają czytelnika z myślą, że każdy się różni.

Książkę jak najbardziej polecam. Przyjemnie się czyta, jest naprawdę wciągająca. Autorka ma przyjemny styl i książka przypadnie do gustu osobom w różnym wieku.

Moja ocena: 10/10

Recenzja opublikowana na:
NaKanapie
Lubimy Czytać
WeBook

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Czytamy Fantastykę".
Misja Ambasadora - Trudi Canavan

Misja Ambasadora - Trudi Canavan



 Tytuł: Misja Ambasadora
Autor:  Trudi Canavan
Seria: Trylogia Zdrajcy
Tom: 1
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 575
Opis wydawnictwa:Sonea jest przerażona, kiedy jej syn, który właśnie ukończył studia, postanawia dołączyć do grupy Ambasadorów Gildii, wybierających się do Sachaki. Kiedy nadchodzi wiadomość, że zaginął, Sonea chce koniecznie ruszyć na poszukiwania, ale nie może opuścić miasta, nie łamiąc prawa zabraniającego czarnym magom opuszczania Imardinu.
Kiedy pojawia się u niej Cery, prosząc o pomoc, ponieważ większość jego rodziny została zamordowana, Sonea dowiaduje się, że w półświatku od lat toczy się śmiertelna wojna między Złodziejami. Podejrzane przypadki śmierci sprawiają, że Gildia zaczyna się martwić, czy przypadkiem nie ma do czynienia z dzikimi magami.

Misja Ambasadora to pozycja, która długo gościła na mojej półce. Ze względu na wiele rzeczy, które do tej pory rozegrały się w moim życiu mogłam sięgnąć po nią dopiero po kilku latach. Stwierdzę jednak, że było to dobre posunięcie. 

"Misja Ambasadora" to opowieść o dalszych losach Soney, a dokładniej Czarnego Maga Soney.  Skupia się ona na wydarzeniach,  które odegrały się 20 lat po najeździe Ichanich na Kyralie. Skupia się ona głównie na losach Lorkina - syna Soney i Akkarina - Dannyla, nowego Ambasadora Gildii w Sachace, oraz na Sonei, Cery'm oraz Reginie.

Jak można było się spodziewać, w książce znajdziemy odniesienia do tego, co działo się w "Trylogii Czarnego Maga". Odbywa się to jednak stopniowo, w miarę czytania wątki rozpoczęte w poprzedniej trylogii zostają rozwinięte. Ambasador Dannyl stara się uzupełnić braki w historii magii na potrzeby książki, która zaczęła powstawać po najeździe Sachakan. Sonea dalej leczy w Lecznicy, Region zmienił się o 180 stopni. Książka nabiera tempa w chwili, gdy Lorkin zostaje "porwany" przez Tyvarę do tajnej kryjówki Zdrajców. 

Aby nie zdradzać zbyt wiele fabuły skupię się na podsumowaniu wydarzeń oraz bohaterów. W pierwszej części Trylogii Zdrajcy większość akcji powieści toczy się w kraju sąsiadującym do Elyne - Sachace. Zagłębiamy się w historię kraju, poznajemy obyczaje ashakich, zapoznajemy się częściowo z plemieniem Duna oraz poznajemy Zdrajców - frakcje sachakańskich czarnych magów, który mieszkają w Azylu. Akcja książki nie zwalnia tempa ani na moment, ciągle coś się dzieje. Gdy nie czytamy o wydarzeniach w Sachace możemy zapoznawać się z polowaniem na dzikiego maga w Kyralii. Bohaterów także oceniam na wielki plus. Postacie zostały rozwinięte i pomimo tego, że akcja toczy się około tysiąc lat temu, to ludzie zachowują cechy, które powszechnie spotykane są w naszym środowisku.  Wprowadzone zostały także nowe osoby, między innymi Tyvara - jedna ze Zdrajczyń. Trudi świetnie poradziła sobie także z wprowadzaniem nowych rodzajów magii oraz magicznych przedmiotów. 

"Misja Ambasadora" to bardzo ciekawa książka, mało w niej romansu, czego można było się spodziewać po poprzedniej lekturze Trylogii Czarnego Maga. Nie polecam jednak jej czytać bez zapoznania się z główną trylogią, ponieważ łatwo byłoby się pogubić. Trudi Caravan po raz kolejny zachwyciła mnie swoimi pisarskimi umiejętnościami. Wykreowała nowy świat w nowej trylogii, która nawiązuje do trylogii bazowej. Bohaterowie z upływem czasu dojrzewają oraz zmieniają się jak współcześni ludzie. Akcja jest ciągła, nie zmienia tempa, co skutecznie zachęca do czytania. Momentami ciężko było mi odłożyć powieść na półkę. Ogólnie oceniając to książka spodobała mi się. Będę polecać jej lekturę innym.

Moja ocena: 10/10

Recenzję znajdziesz na:

Miasto Upadłych Aniołów - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto Upadłych Aniołów
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Tom: 4 Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 480
Opis wydawnictwa:
Czwarty tom „Darów anioła” jest niemal tak dobry jak trzy poprzednie. Styl, klimat (choć w Mieście szkła był najlepiej wyczuwalny) i wątki dobro-zło zostają cały czas na porównywalnym poziomie, jedynie relacje pomiędzy bohaterami i fabuła są minimalnie w tyle. Mimo wszystko jestem usatysfakcjonowana i już wiem, żeby nigdy nie wątpić w Cassandrę Clare, bo zawsze spodoba mi się to, co wyjdzie spod jej pióra. Nie ma powodów do obaw! Teraz, pełna pozytywnych emocji i nastawiona na kolejna dawkę dobrej rozrywki, zabieram się za Miasto zagubionych dusz. 




Pierwsze spotkanie z Darami Anioła na zawsze zapadnie w mojej pamięci. Książki do „Miasta Szkła” pożyczyłam od kuzynki. Szybko je pochłonęłam. Czytanie trzech części cyklu zajęło mi około 3 lub 4 dni a dziennie czytałam je maksymalnie po 3 godziny. Przyznaję bez bicia, że książki bardzo mi się spodobały i byłam zaskoczona, że tak szybko skończyła się moja przygoda z nimi. Ucieszyła mnie więc wiadomość, że autorka postanowiła dopisać kolejne części cyklu „Dary Anioła”.

Akcja powieści dzieje się około sześć tygodni po wydarzeniach mających miejsce w Alicante. W tym czasie zdarzyło się wiele w życiu bohaterów. Jocelyn i Luke postanowili wziąć ślub. Clary uzyskała zgodę od matki, aby rozpocząć trening Nocnego Łowcy. Na rzecz ćwiczeń postanowiła rzucić szkołę. Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Clarissa może wreszcie nazwać Jace’a swoim chłopakiem. Nie muszą także kryć się ze swoim uczuciem, ponieważ nie jest  ono zakazane. Dodatkowo para obiecała sobie, że nikt nie dowie się, co wydarzyło się nad jeziorem w Idrysie.

Z nieznanego mi powodu głównym bohaterem „Miasta Upadłych Aniołów” stał się Simon. Nie przepadam za jego postacią, dlatego fragmenty z nim dłużyły mi się. Momentami miałam ochotę odłożyć książkę na półkę z nadzieją, że sceny z nim przepadną. Przytłaczały mnie momenty, gdy bohater użalał się nad sobą oraz chwile, gdy Cassandra pisała o jego dziewczynach. Rozumiem jednak, że fragmenty te były potrzebne, aby akcja potoczyła się tak, jak się potoczyła.

Jednym z głównych minusów całej powieści są sceny romantyczne. Rozumiem, że nie można przesadzić z akcją i trzeba ją zrównoważyć jakimiś spokojnymi scenami i często pada na takie scenki, jednak tutaj Cassandra przesadzała momentami. Simon często dobierał się do dziewczyn (tak, ssanie krwi zaliczam do dobierania się) a Clary co i rusz starała się całować z Jace’em. Wiem, że jest to powieść dla nastolatków a uwielbiane postacie to Jace i Clary, jednak uważam, że Cassie mogła sobie czasem darować i skupić się bardziej na akcji.

Nie piszę jednak, że nie ma tam akcji. Jest, ale przytłoczona wątkami romantycznymi. Podobała mi się akcja w kościele. Muszę też przyznać, że Cassie świetnie stworzyła scenę końcową, zamykającą akcję czwartej części serii. Sposób w jaki postanowiła uśmiercić Lilith był świetny, żeby nie napisać genialny. 

Za każdym razem zachwycałam się okładkami książek z tej serii. Jendnak nie tym razem. Kolorystyka jest ładna, nie powiem, że nie. Dobrze dobrane kolory komponują się ze sobą, jednak moim zdaniem postać nie jest dopracowana. Chłopak, który miał przypominać Simona kompletnie im nie wyszedł. Wygląda sztuczniej niż osoby z wcześniejszych części. Okładka może nie zachwyca, jednak treść to rekompensuje.

Podsumowując książka wypadła gorzej niż poprzednicy, jednak nie jest tak zła, że nie da się jej czytać. Wszystko co jest charakterystyczne dla stylu Cassandry zostało zachowane. Książka trzyma poziom. Bardzo podoba mi się ukazana historia, choć wiadomo, że ma swoje plusy jak i minusy. Uważam jednak, że jeśli polubiliście warsztat Cassandry i czytaliście wcześniejsze tomy to musicie zapoznać się także i z tą częścią.

Moja ocena: 10/10

Recenzja na:

Igrzyska Śmierci - reż. Gary Ross

Tytuł: Igrzyska Śmierci
Reżyseria: Gary Ross
Scenariusz: Suzanne Collins, Gary Ross, Billy Ray
Zdjęcia: Tom Stern
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera: 23 marca 2012 (Polska) 12 marca 2012 (Świat)
Fabuła filmu: W państwie Panem co roku odbywają się Głodowe Igrzyska - walka na śmierć i życie między przedstawicielami Dwunastu Dystryktów. Gdy młodsza siostra Katniss zostaje wylosowana do zawodów, dziewczyna bez wahania zajmuje jej miejsce.

(Sama nie wiem co mogę napisać na temat tego filmu, żeby przelać moje myśli na jego temat. Nie wiem jak to zrobić. Więc napisałam wszystko co o nim sądzę w podsumowaniu.)






"Igrzyska Śmierci" autorstwa Suzanne Collins to bestseller. Nikogo więc nie zdziwiła informacja o nakręceniu ekranizacji powieści. Wielu fanów czekało tylko na to. Żyli zapowiedziami, zdjęciami, przeciekami. Odliczali dni do premiery. Ja sama o filmie dowiedziałam się dopiero po obejrzeniu spotu telewizyjnego. Spodobał mi się. Obejrzałam kilka zapowiedzi, czytałam opinie na temat książki. W końcu udałam się na film. Mogę śmiało stwierdzić, że nigdy nie pożałuje tej decyzji.

"Igrzyska Śmierci" opowiadają o szesnastoletniej Katniss Everdeen (w jej roli Jennifer Lawrence). Dziewczyna żyje z matką i siostrą w Dystrykcie 12, który zajmuje się wydobyciem węgla. W utrzymaniu rodziny po śmierci ojca pomaga jej Gale (Liam Hemsworth). Podczas dożynek do 74 Głodowych Igrzysk jako trybun zostaje wybrany Peeta Mellark (Josh Hutcherson) oraz Prim Everdeen (Willow Shields), za która jako trybun zgłasza się Katniss. Jak dziewczyna poradzi sobie w grze o życie?

Cały film zrobił na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Osobiście należę do osób, które obejrzały ekranizacje, nim przeczytały książki. Jednak nie żałuję tej decyzji. Często spotykałam się z opiniami, że nie znając całości powieści nie zrozumie się filmu. Mogę zapewnić, że oglądając uważnie każdą scenę nie znając fabuły i tak zrozumiemy cały sens filmu i się nie zagubimy. Każde zagadnienie (na przykład gończe osy) jest dokładnie wytłumaczone. Za to twórcom należy się wielki plus.

Świetnie poradziły sobie także osoby od makijażu oraz kostiumów. Najlepiej całą różnorodność oraz możliwości ekipy widać oglądając mieszkańców Kapitolu. Każdy z nich jest inny. Każdy z nich jest dziwny. Ale każdy jest wyjątkowy. U nikogo nie powtarzają się takie same rzęsy, włosy czy stroje. Widzimy to szczególnie na postaci Effie, w której rolę wcieliła się niesamowita Elizabeth Banks. Dostrzeżemy wachlarz możliwości makijarzystek, jeśli przyjżymy się tylko tej kobiecie.

Nie chcę rozpisywać się na temat tego filmu. Sama nawet nie wiem, co jeszcze mogę napisać na jego temat. Pewna jestem tego, że film jest naprawdę niesamowity. Obejrzałam go kilkanaście razy a i tak nadal podoba mi się jak na samym początku. Aktorzy świetnie odegrali swoje role. Jak w każdej ekranizacji tak i tu pojawiły się nieścisłości, ale to rzecz powszednia, więc nie ma co się tym przejmować. Ciągle jest akcja, ciągle coś się dzieje. Kręcenie z ręki dodało trochę dynamiki do całego obrazu. Ogólnie film to małe dzieło sztuki filmowej. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie cudo!

Moja ocena: 10/10
Intruz - Stephenie Meyer

Intruz - Stephenie Meyer

Tytuł: Intruz
Autor: Stephenie Meyer
Seria: Intruz
Tom: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
 Ilość stron: 556
Opis wydawnictwa: Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów... 





Stephenie Meyer znana jest głównie z bestsellerowej serii „Zmierzch”. Osobiście nie zaliczam się do fanek wykreowanych przez nią wampirów. Po tej serii wątpiłam, czy pisarka potrafi stworzyć coś, co nie jest mdłym love story. Bałam się trochę sięgnąć po jej kolejną pozycję pt. „Intruz”. Bałam się, że książka okaże się gorsza niż „Zmierzch”. Przerażała mnie także trochę jej objętość, gdy sądziłam, że nie będzie ona zdatna do przeczytania. Jednak możliwe, że po raz pierwszy i ostatni pani Meyer mnie zaskoczyła.

 W powieści poznajemy duszę o imieniu Wagabunda. Była ona na wielu planetach, jednak ostatnia, na której się zatrzymała to Ziemia.  Wszczepiono ją w ciało jednej z rebeliantek – Melanie Stryder. Okazuje się, że życie na naszej planecie nie jest łatwe. Malanie opiera się duszy, chce znów objąć władzę nad swoim ciałem. Zaczyna prowadzić Wagabundę do kryjówki innych rebeliantów. Gdy obie tam docierają zaczyna się prawdziwa akcja.

Początkowo Wanda chciała być dobrą duszą. Odpowiadała Łowczyni na wszystkie pytania o rebeliantach. Mówiła o Jaredzie, Jamiem, narysowała mapę jak dotrzeć do kryjówki Jeba. Wszystko zmieniło się, kiedy Mel zaczęła bombardować ją wspomnieniami pocałunków Jareda, jego dotyku na skórze. To wtedy Wagabunda podjęła decyzję, że nie chce ich zdradzić. Zdała sobie sprawę, że kocha ich tak samo jak kocha ich jej ciało i Melanie.

Prawdziwa akcja zaczyna się dopiero wtedy, gdy Wanda postanowiła, że będzie za wszelką cenę bronić bliskich Melanie ludzi. Zdecydowała się wyruszyć w podróż, aby dotrzeć do jaskini wuja. Początkowo każdy prócz Jeba chciał ją zabić. Ian, Kyle, Maggie, Sharon sprzeciwiali się woli właściciela jaskiń. Bali się tego, że Wagabunda mogła ściągnąć im na głowę Łowców, aby ich zniszczyć. Jednak ich domysły okazały się błędne.

Tematyka mnie zaskoczyła. Książka została napisana całkowicie innym językiem niż „Zmierzch”. Powieść napisano prostym językiem, ale jego dojrzalszą odmianą. Nie wiem jak to dokładniej wytłumaczyć, jednak gwarantuję, że zobaczycie różnicę między sagą o wampirach a powieścią o duszy. Zaobserwowałam, że Meyer podeszła inaczej do napisania kolejnej powieści. Nieświadomie zostałam skłoniona do refleksji nad tym, co to znaczy być człowiekiem. W wypowiedzi jednego z bohaterów (bodajże Iana) padają słowa, że Wagabunda jest bardziej ludzka niż oni sami. Choć należy do gatunku, który aby przeżyć zabiera ciała ludzi. 

"Ian jęknął
-Jeżeli Wanda będzie gdzieś jechać jadę z nią- powiedział ponuro- ktoś musi ją chronić przed nią samą."

Stephenie na podstawie głównej bohaterki idealnie pokazała walkę między pragnieniami duszy i ciała. Ujęła to w wątku romantycznym. Melanie, jej ciało ponad życie kochała Jareda. Chciała z nim być nawet wtedy, kiedy jej ciałem kierowała Dusza. Wagabunda zakochała się w Ianie (oczywiście z wzajemnością). Chciała z nim być, wiedziała, że nigdy nie zapomni tego uczucia i człowieka, którego nim obdarzyła.  Jednak nie mogła z nim być, ponieważ jej ciało nie odczuwało tego samego, co okazywało Jaredowi. Dziewczyny się kochały i chciały być szczęśliwe, jednak pragnęły czegoś innego. 

Było kilka scen, które wycisnęły mi łzy z oczu. Zaliczam do nich na przykład moment, kiedy Ian i Wanda się żegnali. Przyznaję, że to O’Shea jest moim ukochanym bohaterem z powieści i okropnie mu współczułam, kiedy przeczytałam, że Wagabunda chce oddać ciało Melanie. A każdy dowiedział się o tym, gdy rozmawiała z Sunny i uspakajała ją mówiąc, że sama oddaje ciało własnej żywicielce. Wyobrażam sobie, co czuł w tym momencie Ian. Muszę przyznać, ze pani Meyer jest stworzona do pisania scen romantycznych i oddziałujących na nasze emocje.
„Intruz” to świetna powieść z gatunku science-fiction. Autorka pokazała, że potrafi pisać. 

Wszystko, dosłownie wszystko mnie zachwyciło. Scena, gdy Kyle starał się rzucić główną bohaterkę do rzeczki była świetnie opisana. Okładka pierwszego wydania intryguje. Zielone oko z srebrnym pierścieniem to oko Mel. Niby okładka jest zwykła, jednak zachęca i fascynuje.

„Intruz” to jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałam. Skłania do myślenia. Dostarcza wielu skrajnych emocji. Wszyscy bohaterowie są wyraziści, jednak nie są zbyt mocno zarysowani. Żałuję, że nazwisko Meyer nie kojarzy się właśnie z tą powieścią i on jest tą mniej znaną, jednak po wyjściu filmu wszystko może się jeszcze zmienić. Rozbieżność pomiędzy „Zmierzchem” a „Intruzem” jest ogromna, ale wypada na korzyść pisarki. A co w tym wszystkim najlepsze? Stephanie przyznała, że od teraz zamyka się w pokoju, aby pisać kontynuację. Osobiście czekam na nią ze zniecierpliwieniem. Oby trzymała ona poziom pierwszej części.
 
Moja ocena: 10/10


Za możliwość poznania Iana dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Recenzja opublikowana na:

Copyright © 2014 Chwila dla książki , Blogger