Popularne posty

Miasto Szkła - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto Szkła
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Tom: 3
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 550
Opis wydawnictwa:W dwóch poprzednich tomach "Miasto Kości" i "Miasto popiołów", poznaliśmy główną bohaterkę bestsellerowej serii "Dary Anioła", Clary Fray - nastoletnią rudowłosą dziewczynę o skłonnościach do wpadania w tarapaty. Jej najlepszym i jedynym przyjacielem jest chłopak, matka jest roztrzepaną artystką, a miejscem rozrywki są ulice Manhattanu i nocne kluby. Tutaj tez Clary przezywa szereg mrożacych krew w zyłach przygód, zyskuje nowych przyjaciół i nie tylko...
W kolejnym tomie "Miasto szkła", pośród chaosu wojny Nocni Łowcy będą musieli się zdecydować, czy podejmą walkę u boku wampirów, wilkołaków i innych Podziemnych… czy przeciwko nim. Również Jace i Clary muszą podjąć ważną decyzję: czy pozwolić sobie na zakazaną miłość?


Dary Anioła to jedna z najlepszych trylogii, jakie kiedykolwiek miałam w swoich rękach. Cóż, kiedyś była to trylogia, jednak autorka postanowiła dopisać kolejne części i z Darów Anioła stworzyć serię. Serię, która pochłonęła wiele osób. Zapewne u większości obudziła ukrytą miłość do czytania. Pamiętam, że Dary Anioła dostałam od siostry, aby wyleczyć moje zafascynowanie Sagą Zmierzch. Przyznam szczerze, że książka świetnie poskutkowała. A czy polecam jej lekturę?

W trakcie jednej z wizyt w szpitalu Clary poznaje sposób na uleczenie swojej matki ze śpiączki. Wszystko co musi zrobić to udać się w podróż do Idrysu i odnalezienie czarownika Ragnora Fella. Razem ze swoimi przyjaciółmi miała wyruszyć do Alicante. Jace ma jednak inne poglądy na całą sprawę i nie wyraża swojej zgody na wyjazd jego siostry razem z innymi Nocnymi Łowcami. Ma on jednak ku temu powód. Ich ojciec – Valnetine – zdobył już dwa z trzech Darów Anioła. Trzeci znajduje się w Alicante. Chłopak nie chciał, aby Morgenstern starał się w jakikolwiek sposób wykorzystać córkę po to, aby osiągnąć tylko i wyłącznie swoje cele. Bał się także, że jest on już zbyt potężny, aby mu się przeciwstawić. Kto zwycięży w tej walce dobra ze złem?

Wszystkie zdarzenia opisane w „Mieście Szkła” dzieją się w Alicante – stolicy Idrysu. To tam znajduje się siedziba Clave. To z tamtego miejsca pochodzą piękne krajobrazy uwiecznione na obrazach Jocelyn. To tam znajduje się dom Nocnych Łowców. Z pełnym szacunkiem przyznaję Cassandrze to, że jak nikt inny potrafi poruszyć mnie zwyczajnym opisem krajobrazu! Bajeczne jezioro Lyn a wokół niego piękne zielone tereny, góry, rwące rzeki. A za górami miasto ozdobione szklanymi wieżami.  Kamieniczki, wąskie uliczki. Kiedy czytałam opisy wszystko sobie wyobrażałam z najmniejszymi szczegółami.

Nie zabrakło tutaj także nowych bohaterów. Jest to na przykład Sebastian. Niezwykle przystojny młodzieniec o kruczoczarnych włosach i oczach, w których dosłownie można się zatracić. Jest to przemiły chłopak, który gdyby nie był tym, kim się okazuje zyskałby moją sympatię. Podobała mi się jego uprzejmość względem Izzy oraz Clary. Kolejną ważniejszą postacią jest Aline – dziewczyna, która przyciągnęła uwagę Jace’a, jednak jedynie chwilowo. W trakcie jednej walki uciekła, czym przekreśliła swoje szanse na zyskanie u mnie sympatii.

„Miasto Szkła” to powieść, która urzekła mnie swoją dynamiczną, jednak nie poplątaną akcją. W trakcie czytania pojawia się wiele pytań. Wszystkie odpowiedzi na nie znajdują się na ostatnich kartach książki. Oczywiście wszystko jest tłumaczone na bieżąco, jednak sens całej historii wyjaśniony jest na końcu. Mimo nowych postaci coraz mocniej przywiązujemy się do tych „starych”, obecnych od pierwszego tomu. Poznajemy ich tak naprawdę. Na samym końcu dowiadujemy się, dlaczego postępowali właśnie tak, a nie inaczej.

Miałam oczywiście sceny, które podobały mi się bardziej, niż inne. Do jednej z nich mogę spokojnie uznać to, co wydarzyło się w starej posiadłości Waylandów. Jestem niepoprawną romantyczką, więc to, co się tam wydarzyło zapadło w mojej pamięci. Jednak prawdziwy wyciskacz łez znajdziemy dopiero w najdłuższym a zarazem ostatnim rozdziale powieści. Zdradzić Wam mogę, że czytając pewien opis z nieznanych mi przyczyn mogę siedzieć i płakać przez około godzinę. Niezależnie od tego ile razy czytałam tą historię. Za każdym razem właśnie ten moment wyciska mi łzy z oczu.

Oprawa graficzna jak w poprzednich pozycjach jest minimalistyczna, jednak jest także piękna w swoim minimalizmie. Na okładce znajdziemy świetnie zarysowaną kobiecą sylwetkę. W ręce trzyma bicz, który jest jej główną bronią. Przez to pada podejrzenie, że na okładce znajduje się postać Isabelle Lightwood. Tytuł został zapisany tą samą czcionką jak na poprzednich tomach serii. Nie muszę dodawać, że jest to jedna z moich ulubionych okładek.

„Miasto Szkła” pociąga mnie pod każdym względem. Wspaniała oprawa graficzna pokazuje, że treść zawarta na stronicach nie jest w niczym gorsza. Tekst napisano czcionką przystępną dla każdego, która skutecznie ułatwia czytanie. Akcja nie jest zawiła, jednak ciągle pojawiają się jakieś zagadki. Rozwijają się także bohaterowie, co dobrze widać na przykładzie Jace’a. Chłopak szybko musiał dorosnąć, jednak dopiero w ”Mieście Szkła” uświadomił sobie wiele rzeczy, wiele wartości. Książka opowiada naprawdę świetnie przemyślaną a miejscami romantyczną historię dwójki nastolatków, którzy muszą stanąć oko w oko z największym zagrożeniem świata Nefilim, jakim jest Valentine. Czy polecam przeczytanie? Odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że tak. Jednak wcześniej polecam zapoznać się z dwoma wcześniejszymi tomami.

Moja ocena:
Arcydzieło.

Recenzja na:
lubimyczytac.pl
webook.pl
nakanapie.pl

Miasto Popiołów - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto Popiołów
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Tom: 2
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 528
Opis wydawnictwa: Piętnastoletnia Clary Fray poszukując swojej zaginionej matki, trafia do tajemnego świata, położonego głęboko pod ulicami Nowego Jorku, zwanego Podziemnym Światem, pełnego tajemniczych wróżek, wampirów, hybryd człowieka i wampira, i demonów. Clary jest rozdarta pomiędzy uczuciami, które żywi do dwóch chłopców - jej najlepszego przyjaciela, Simona, oraz do tajemniczego łowcy wampirów, półczłowieka, półanioła Jace'a. Okazuje się, że jej ojcem jest zbuntowany Nocny Łowca,Valentine, który jest winien morderstw i zdrady.Teraz powraca na czele wiernych mu zwolenników aby dokończyć przewrotu i dokonać eksterminacji wszystkich demonów i wampirów. Valentine odkrywa przed Clary straszną tajemnicę: ma ona brata i jest nim Jace. Valentine dokonuje napadu na siedzibę Nocnych Łowców i ucieka wraz z Jacem. Clary pozostaje sama i wyrusza do ostatniego schronienia Nocnych Łowców.


Książek z tematyki fantasy jest naprawdę masa. Małą część mam na swoich pięciu półkach. Przeczytałam wiele z nich. Jednak wcześniej nie znalazłam aż tak dobrej, do której mogłabym wracać cały czas, a co najmniej dwa razy w roku. To zrobiła seria „Dary Anioła”, którą w wieku 12 lat dostałam od mojej ukochanej kuzynki. Wielokrotnie do niej wracałam. „Miasto Kości” pochłaniałam niezwykle szybko. Zaraz potem sięgałam po „Miasto Popiołów”, które jest tematem  dzisiejszej recenzji.

Clary to jak wiemy nieprzeciętna nastolatka. Pochodzi z jednego z najsłynniejszych klanów Nocnych Łowców – Morgernsternów. Na zabój zakochała się w chłopaku, który okazuje się być jej bratem. Stara się o nim zapomnieć i zaczyna koncentrować swoją uwagę na przyjacielu. Ciągle odwiedza w szpitalu swoją matkę, która z niewiadomych przyczyn zapadła w śpiączkę. Przytłoczona całą tą sytuacją, przestaje sobie z nią radzić.

Jace, który także nie może do końca poradzić sobie z zaistniałą sytuacją i przez to ciągle wpada w tarapaty. Wydaje się, że nikt nie może przemówić mu do rozsądku. Jednak znajduje się taka osoba. Kim ona jest? Oczywiście jest to Clarissa. W trakcie spotkania chłopak opowiada jej o wydarzeniach mających miejsce w Instytucie, mówi jej też o swoich uczuciach. Przyjaciele robią wszystko, aby nie pakował się w jeszcze większe tarapaty. Czy uda im się uchronić Jace’a od złego?

Tak samo jak w poprzedniej, pierwszej, części serii akcja zaczyna się dosłownie od pierwszej stronicy. Cassandra otworzyła kolejny tom swojej powieści opisując rytuał przywoływania demona. Dla mnie to bardzo dobre rozpoczęcie, ponieważ zawsze w pierwszych rozdziałach kontynuacji zostaje przedstawiona część, lub części, poprzednie. Jest to niezwykle irytujące, jednak u Cassie to jest, ale nie tak wyraźnie zaznaczone, jak np. w serii Dom Nocy. 

Autorka postarała się, aby w powieści nie pojawiali się ci sami bohaterowie i ciągle wprowadzała do gry nowe, często kluczowe do dalszej akcji postaci. Jedną z nich jest Inkwizytorka Imogen Herondale, przez którą Jace został wtrącony na jedną noc do więzienia w Cichym Mieście. Patrząc jednak z perspektywy zakończenia książki, gdyby to się nie stało to Jace nieznałby zamiarów swojego ojca, przez co Inkwizytorka bardziej dawałaby w kość niż dotychczas. Dodatkowo pod uwagę nie byłoby brane zdanie młodego Lightwooda (Aleca). 

Nie powinnam także zapomnieć o wątku miłosnym w powieści. A mamy dwa. Znany wcześniej wątek Clarissy i Jace’a oraz nowy, Clary i Simona. Jednym (według mnie) z kluczowych momentów w książce to zdecydowanie spotkanie z Królową Jasnego Dworu. Tam właśnie Clarissa dostaje to, czego najbardziej pragnie – pocałunku ze swoim bratem. Ta „przysługa” pcha Simona do praktycznie samobójczej misji, czyli pójścia do hotelu Dumort, gdzie zostaje przemieniony w wampira. 

Jak to ja muszę napomknąć coś o stronie wizualnej książki. Jak zwykle okładka jest świetna. Widziałam wiele dyskusji na temat tego, kto jest na zdjęciu. Osobiście uważam, że jest to Clarissa (charakterystyczną bronią Isabelle jest bicz). Kolorystyka pięknie się zgrała. Książkę wydrukowano na przyjemnym w dotyku papierze. Czcionka jest spora (prawdopodobnie 12) i skutecznie ułatwia to czytanie.

Książka autorstwa Cassandry Clare to naprawdę dobry przedstawiciel gatunku fantasy. Pisana lekkim piórem opowieść o nastolatce, która nagle musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości potrafi wciągnąć nawet naprawdę wybrednego czytelnika. Wyraźnie wykreowane postaci nie przytłaczają innych swoim charakterem. Największym atutem książki jest to, że już od pierwszej strony wciąga i czytając nie zauważamy upływu czasu. Jeśli nie dotarliście jeszcze do tej serii musicie zrobić to jak najszybciej.  Możliwe, że wątek miłosny między głównymi bohaterami jest strasznie oklepany to Cassandra postanowiła uczynić z tego coś, co wyróżnia „Dary Anioła” na tle innych powieści dla nastolatków. Serdecznie polecam „Miasto Popiołów” (po uprzedniej lekturze „Miasta Szkła”).

Moja ocena: Arcydzieło.
Recenzja na:
Dary Anioła: Miasto kości - reż. Harald Zwart

Dary Anioła: Miasto kości - reż. Harald Zwart

Tytuł: Dary Anioła: Miasto Kości
Reżyseria: Harald Zwart
Scenariusz: Jessica Postigo
Na podstawie: Dary Anioła: Miasto Kości - Cassandra Clare
Zdjęcia:  Geir Hartly Andreassen
Kraj: USA, Niemcy
Gatunek: Dramat, Fantasy, Przygodowy
Premiera: 21 sierpnia (Polska) 12 sierpnia (Świat)
Fabuła filmu:Współczesny Nowy Jork. Zwyczajna na pozór nastolatka Clary Fray przypadkiem odkrywa, iż należy do niezwykłej kasty Nocnych Łowców, pół aniołów, którzy toczą odwieczną walkę w obronie naszego świata przed atakami demonów. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach znika matka dziewczyny. Clary przyłącza się do grupy Nocnych Łowców i wkracza do alternatywnego podziemnego świata, zamieszkałego przez wampiry, wilkołaki, wiedźmy, wróżki i demony. Obdarzona wyjątkowym darem dziewczyna będzie musiała stanąć do walki nie tylko o życie matki, ale o bezpieczeństwo ludzkiej rasy, która żyje w nieświadomości nadciągającego zagrożenia…


Od momentu pojawienia się informacji o powstaniu ekranizacji książki „Miasto Kości” może życie etapowo kręciło się wokół filmu. Cały czas jednak starałam się być na bieżąco co do nowych zdjęć z planu, jakichś informacji od Cassandry na temat całej produkcji. Na około miesiąc przed premierą zaczęłam myśleć tylko o filmie i obsadzie. Bardzo często oglądałam zapowiedzi, spoty telewizyjne. W końcu nadszedł dzień premiery. Musiałam odczekań dokładnie 6 dni, zanim pojechałam na film. Ale przyznam, że opłacało się czekanie.

Clary Fray (Lily Collins) jest młodą dziewczyną żyjącą na Brooklynie. Myśli, że jest normalną nastolatką z Nowego Jorku. Jednak pewnego dnia w klubie Pandemonium zdaje sobie sprawę, że pod przykrywką „normalnego” bezpiecznego życia kryje się coś więcej. Od Jace’a (Jamie Campbell Bower) dowiaduje się, że nie jest Przyziemną, czyli normalnym człowiekiem. W ciągu jednego dnia z młodej dziewczyny musi się stać Nocnym Łowcą, osobą, która poluje na demony i Podziemnych zadzierających z Prawem.



Jako głowny cel Clarissa stawia sobie odnalezienie swojej matki (Lena Headey) porwanej przez Valentine’a (Jonathan Rhyns Meyers). Są ze sobą silnie związane. Córka zrobi dla niej dosłownie wszystko. Niejednokrotnie w trakcie filmu ryzykowała życie w jej sprawie oraz dla swojego przyjaciela Simona (Robert Sheehan).  Robiła coś, na co większość nastolatków postawionych w jej sytuacji by nie dokonała. Aby uratować przyjaciela naraziła swoje życie oraz życie osoby, którą kocha najbardziej na świecie – Jace’a – który szaleńczo w niej zakochany nie pozwoliłby jej pójść samej do bandy głodnych wampirów.

Przed obejrzeniem filmu a już po zakupie biletu podeszłam do dużego monitora i zaczęłam oglądać zapowiedź Miasta Kości po raz kolejny na stronie Heliosa (bo to właśnie w tym kinie w Radomiu byłam). Wyszłam na zewnątrz i podziwiałam wielki plakt filmu i zatelefonowałma do przyjaciółki mówiąc jej, że to właśnie ten szczęśliwy dzień, kiedy obejrzę City Of Bones, coś na co obie czekałyśmy od dnia, kiedy dowiedziałyśmy się o ekranizacji. Ona jak to ona zdążyła zaspoilerować mi trochę film. Weszłam do środka i szybko rozłączyłąm się z nią, kiedy usłyszałam słowa „Zapraszam na Dary Anioła”. Na filmie musiałam się hamować, aby nie rozryczeć sie jak jakieś dziecko. Śmiałam się z osób, które siedziały koło mnie. Rzucałam sobie tekstami Jace’a w najmniej odpowiednim momencie. Na scenie w oranżerii spiorunowałam wzrokiem dwie dziesięciolatki obok mnie, które zaczęły się śmiać.



Ogólnie przez cały film starałam się nie popłakać. Emocje związane z tym, że to się dzieje teraz, że jestem na filmie, na który czekałam szmat czasu dawały o sobie znać. Połączyła się z nimi także frustracja, która kumulowała się we mnie przez kilka wcześniejszych dni. 

Czytałam wiele recenzji filmu. Większość w większym lub mniejszym stopniu krytykuje tą ekranizację. Zaliczają ją do filmów typu „Intruz”, którego jako ekranizację oceniłam naprawdę nisko, oraz do „Pięknych Istot” (nie czytałam, nie oglądałam). Ja osobiście uważam, że takie porównania są zbędne... Miasto Kości to naprawdę bardzo dobra ekranizacja. Oczywiście wiem, że nie ma niektórych scen, dialogi odbywają się z innymi osobami, ogólnie dużo zostało pozmieniane, ale film nadal trzyma poziom i pokazuje cały sens książki. Nie tak jak Intruz, który ukazuje praktycznie inną historię. Fakt, nie było wyspy Blackwella, gdzie kończyła się akcja książki i wszystko działo się w Instytucie,  Dorothea zginęła inaczej, nie było w jej domu Bramy (była w Instytucie), ale scenarzystce i reżyserowi udało się stworzyć produkcje, która z dużymi zmianami nie mota nam w głowie i pokazuje książkę na ekranie.


Irytują mnie także komentarze co do Jamie’go w roli głównej postaci męskiej – Jace’a. Wiele z was zarzucamy to, że nie jest przystojny jak książkowy odpowiednik tej postaci. Uważam jednak, że dyskryminowanie do z powodu innego wyobrażenia sobie tego bohatera jest wprost żałosne! Jamie wczuł się w swoją rolę, zagrał ją najlepiej jak potrafił. Jednak wielu osobom to nie wystarcza. Ludzie, tylko dołujecie tego przystrojnego i utalentowanego chłopaka, który NICZYM nie zasłużył sobie na taką wielką falę nienawiści co do jego osoby.

Skoro jesteśmy przy obsadzie to muszę napisać, że osoby od castingu spisały się świetnie. Każdy fenomenalnie wystąpił w swoje roli. Nie podoba mi się jednak, że filmowa Clarissa jest aż tak odważna.  W scenie z Kielichem, kiedy ojciec kazał jej wypić jego krew ona (w książce) stanęłaby jak wryta i czekałaby na interwencję Jace’a a w filmie poradziła sobie sama z tą sytuacją. Co do Valentina. W powieści nie skrzywdził on swoich dzieci rzucając nimi jak szmacianymi lalkami. Zadawał im cierpienie, ale psychiczne. Nie do końca fizyczne. Fakt, walczył z Jace’em, ale nie chciał go mocno skrzywdzić.



Jest także jedna postać, która mnie zaskoczyła porównując ją do powieściowego odpowiednika. Jak można się domyślić jest to Hodge. Na kilka dni przed udaniem się do kina ponownie zabrałam się za Miasto Kości w wersji papierowej. Dobrze pamiętam, że on nie mówił swojemu panu – Valentine’wowi – aby powiedział młodemu Waylandowi oraz Clarissie, że są rodzeństwem. Chciał tylko zdjęcia klątwy Clave. Gdy to się stało po prostu uciekł. Nie pomagał młodym Nocnym Łowcą. Kończę już z bohaterami. Do żadnego z aktorów nie mam zastrzeżeń.

Brakuje mi tutaj jak każdemu kilku scen. A jakich? Na przykład opowieści Waylanda, kiedy próbował uśpić Clary. Strzępy tego pojawiły się natomiast w scenie w oranżerii (ukochanej scenie mojej oraz mojej przyjaciółki, która wyciska mi łzy z oczu). Szkoda, że w Mieście Kości nie zapoznajemy się z postacią Raphaela Santiago – przywódcy klanu wampirów z Manhattanu. To on pomógł Clary i Jace’owi (bez Isabelle i Aleca) dostać się do Dumort. Brakuje mi Renwick zastąpionego przez Instytut. Brakuje mi rozmowy Clary i Luke’a przez telefon, wizyty brata Jeremiasza, a także upierdliwego kota – Chourcha.



Nie mogę jednak narzekać na brak akcji. Tutaj jest jej bardzo dużo, co sama uważam za plus. Choć niektórych może ona przerastać dla mnie jest ona odpowiednio rozwinięta. W książkach Cassandry dużo się dzieje a twórcy filmu skupili się na tym, aby najważniejsze wydarzenia zostały tutaj ukazane. 

Ogólnie film podobał mi się i ląduje na liście moich ulubieńców. Bardzo chętnie udałabym się na niego raz jeszcze, choćby tylko dlatego, aby popłakać sobie w kinie a nie skupiać się na czytaniu napisów (co dla mnie momentami było zbędne bo sama wszystko sobie tłumaczyłam). Bardzo, bardzo spodobała mi się ta ekranizacja. Choć niedociągnięcia mogły irytować to ja skupiłam się na obserwowaniu tego, czy aktorzy dobrze oddali swoje postaci. Wszystko w filmie jak i związane z nim bardzo mi się podoba. Mam tylko nadzieję, że w następnych częściach będziemy mieć trochę więcej książki niż tutaj. Jak dla mnie ekranizacja jest niesamowita!


Moja ocena: Arcydzieło!
Nie obchodzi mnie, jak inni oceniają ten film. Ja wierzę, że ta saga odniesie ogromny sukces w filmach!

 
Copyright © 2014 Chwila dla książki , Blogger