Intruz - Stephenie Meyer

Tytuł: Intruz
Autor: Stephenie Meyer
Seria: Intruz
Tom: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
 Ilość stron: 556
Opis wydawnictwa: Świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów... 





Stephenie Meyer znana jest głównie z bestsellerowej serii „Zmierzch”. Osobiście nie zaliczam się do fanek wykreowanych przez nią wampirów. Po tej serii wątpiłam, czy pisarka potrafi stworzyć coś, co nie jest mdłym love story. Bałam się trochę sięgnąć po jej kolejną pozycję pt. „Intruz”. Bałam się, że książka okaże się gorsza niż „Zmierzch”. Przerażała mnie także trochę jej objętość, gdy sądziłam, że nie będzie ona zdatna do przeczytania. Jednak możliwe, że po raz pierwszy i ostatni pani Meyer mnie zaskoczyła.

 W powieści poznajemy duszę o imieniu Wagabunda. Była ona na wielu planetach, jednak ostatnia, na której się zatrzymała to Ziemia.  Wszczepiono ją w ciało jednej z rebeliantek – Melanie Stryder. Okazuje się, że życie na naszej planecie nie jest łatwe. Malanie opiera się duszy, chce znów objąć władzę nad swoim ciałem. Zaczyna prowadzić Wagabundę do kryjówki innych rebeliantów. Gdy obie tam docierają zaczyna się prawdziwa akcja.

Początkowo Wanda chciała być dobrą duszą. Odpowiadała Łowczyni na wszystkie pytania o rebeliantach. Mówiła o Jaredzie, Jamiem, narysowała mapę jak dotrzeć do kryjówki Jeba. Wszystko zmieniło się, kiedy Mel zaczęła bombardować ją wspomnieniami pocałunków Jareda, jego dotyku na skórze. To wtedy Wagabunda podjęła decyzję, że nie chce ich zdradzić. Zdała sobie sprawę, że kocha ich tak samo jak kocha ich jej ciało i Melanie.

Prawdziwa akcja zaczyna się dopiero wtedy, gdy Wanda postanowiła, że będzie za wszelką cenę bronić bliskich Melanie ludzi. Zdecydowała się wyruszyć w podróż, aby dotrzeć do jaskini wuja. Początkowo każdy prócz Jeba chciał ją zabić. Ian, Kyle, Maggie, Sharon sprzeciwiali się woli właściciela jaskiń. Bali się tego, że Wagabunda mogła ściągnąć im na głowę Łowców, aby ich zniszczyć. Jednak ich domysły okazały się błędne.

Tematyka mnie zaskoczyła. Książka została napisana całkowicie innym językiem niż „Zmierzch”. Powieść napisano prostym językiem, ale jego dojrzalszą odmianą. Nie wiem jak to dokładniej wytłumaczyć, jednak gwarantuję, że zobaczycie różnicę między sagą o wampirach a powieścią o duszy. Zaobserwowałam, że Meyer podeszła inaczej do napisania kolejnej powieści. Nieświadomie zostałam skłoniona do refleksji nad tym, co to znaczy być człowiekiem. W wypowiedzi jednego z bohaterów (bodajże Iana) padają słowa, że Wagabunda jest bardziej ludzka niż oni sami. Choć należy do gatunku, który aby przeżyć zabiera ciała ludzi. 

"Ian jęknął
-Jeżeli Wanda będzie gdzieś jechać jadę z nią- powiedział ponuro- ktoś musi ją chronić przed nią samą."

Stephenie na podstawie głównej bohaterki idealnie pokazała walkę między pragnieniami duszy i ciała. Ujęła to w wątku romantycznym. Melanie, jej ciało ponad życie kochała Jareda. Chciała z nim być nawet wtedy, kiedy jej ciałem kierowała Dusza. Wagabunda zakochała się w Ianie (oczywiście z wzajemnością). Chciała z nim być, wiedziała, że nigdy nie zapomni tego uczucia i człowieka, którego nim obdarzyła.  Jednak nie mogła z nim być, ponieważ jej ciało nie odczuwało tego samego, co okazywało Jaredowi. Dziewczyny się kochały i chciały być szczęśliwe, jednak pragnęły czegoś innego. 

Było kilka scen, które wycisnęły mi łzy z oczu. Zaliczam do nich na przykład moment, kiedy Ian i Wanda się żegnali. Przyznaję, że to O’Shea jest moim ukochanym bohaterem z powieści i okropnie mu współczułam, kiedy przeczytałam, że Wagabunda chce oddać ciało Melanie. A każdy dowiedział się o tym, gdy rozmawiała z Sunny i uspakajała ją mówiąc, że sama oddaje ciało własnej żywicielce. Wyobrażam sobie, co czuł w tym momencie Ian. Muszę przyznać, ze pani Meyer jest stworzona do pisania scen romantycznych i oddziałujących na nasze emocje.
„Intruz” to świetna powieść z gatunku science-fiction. Autorka pokazała, że potrafi pisać. 

Wszystko, dosłownie wszystko mnie zachwyciło. Scena, gdy Kyle starał się rzucić główną bohaterkę do rzeczki była świetnie opisana. Okładka pierwszego wydania intryguje. Zielone oko z srebrnym pierścieniem to oko Mel. Niby okładka jest zwykła, jednak zachęca i fascynuje.

„Intruz” to jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałam. Skłania do myślenia. Dostarcza wielu skrajnych emocji. Wszyscy bohaterowie są wyraziści, jednak nie są zbyt mocno zarysowani. Żałuję, że nazwisko Meyer nie kojarzy się właśnie z tą powieścią i on jest tą mniej znaną, jednak po wyjściu filmu wszystko może się jeszcze zmienić. Rozbieżność pomiędzy „Zmierzchem” a „Intruzem” jest ogromna, ale wypada na korzyść pisarki. A co w tym wszystkim najlepsze? Stephanie przyznała, że od teraz zamyka się w pokoju, aby pisać kontynuację. Osobiście czekam na nią ze zniecierpliwieniem. Oby trzymała ona poziom pierwszej części.
 
Moja ocena: 10/10


Za możliwość poznania Iana dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Recenzja opublikowana na:

Share this:

CONVERSATION

12 komentarze:

  1. Mnie się trochę dłużył wstęp, znaczy poczatek - pierwsze 100 stron się slmiaczyło, ale potem było dużo lepiej ^^ Rónież zaliczam Intruza do najlepszych książek, jakie czytałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, INTRUZ Jedna z najlepszych książek, jakie miałam możliwość czytać. Na długo zapada w pamięć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka świetnie napisana. Naprawdę, na długo, bardzo długo zapada w pamięć (pierwszy raz czytałam miesiąc po wydaniu). Intruz pokazuje, że pani Meyer umie pisać.

      Usuń
  3. Bardzo mi się ta powieść podobałą, z pewnością nie raz do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czeka w kolejce, ale film już obejrzałam. Nie mogę się doczekać aż wreszcie się za nią zabiorę! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chętnie przeczytałabym tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tę książkę! Czytałam ją juz kilka razy i w przyszłości na pewno jeszcze nie raz po nia sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam tą książkę chyba z 2-3 razy! I zgadzam się z Twoją recenzją. Na tym samym momencie co Ty za każdym razem płakałam. Wciąga od razu ta książka. Polecam ją każdemu! I nawet nie wiedziałam że ona chce pisać 2 czesc tej ksiazki. Mam nadzieje ze uda jej się napisać tak dobrze jak pierwsza czesc. Może wreszcie nikt autorki nie bedzie kojarzył ze "Zmierzchem" tylko "Intruzem"

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam bardzo dawno temu i podobała mi się, choć przez większość książki się nudziłam

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam dawno temu, ale mam coraz większą ochotę na powrót ndo niej

    OdpowiedzUsuń
  10. Też uwielbiam tą książkę, czytałam dawno, ale wciąż miło wspominam i należy do moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń